Pierwszy kontakt z przemysłem

Po raz pierwszy naprawdę zetknąłem się z przemysłem i elektrotechniką przemysłową podczas praktyk szkolnych. Nie była to jeszcze świadoma fascynacja. Bardziej ciekawość młodego człowieka, który nagle wchodzi do świata wielkich hal, maszyn, zapachu oleju i ludzi pracujących według rytmu zmian.

W technikum wszystko miało wymiar bardziej konkretny niż na lekcjach. Zamiast rysunku w zeszycie pojawiała się prawdziwa maszyna. Zamiast opisu urządzenia - hałas, drgania, temperatura, smar i odpowiedzialność. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem, że przemysł nie jest jedną wielką halą, lecz skomplikowanym organizmem, w którym każde stanowisko, przewód i mechanizm mają swoje zadanie.

Krzysztof Piegza w pierwszym ubraniu roboczym z czasów technikum
Pierwsze ubranie robocze z czasów technikum. Początek drogi prowadzącej przez zakłady przemysłowe, energetykę i telekomunikację.

Konstal: kuźnia, tokarki, frezarki i montaż

Nasza klasa podczas praktyk w Konstalu została podzielona na cztery grupy. Trafialiśmy do różnych części zakładu: kuźni, na tokarki i frezarki oraz na montaż. W skrócie - uczestniczyliśmy w produkcji wiertarek stołowych. Dla ucznia było to spotkanie z prawdziwą organizacją pracy: materiał przechodził przez kolejne etapy, a każda grupa widziała inny fragment całego procesu.

Nie będę udawał, że byliśmy wtedy wzorowymi praktykantami. Mieliśmy po kilkanaście lat i mnóstwo głupich pomysłów. Jednak obrazy z tamtych praktyk zostały ze mną na długo. Stare mury, maszyny o ciężkich korpusach, zapach metalu i oleju oraz poczucie, że urządzenia pracowały tam od wielu lat.

Właśnie ta materialność przemysłu fascynuje mnie do dziś. Maszyna nie jest gładką obudową kryjącą elektronikę. Widać w niej śruby, wały, przekładnie, przewody, izolatory i miejsca wielokrotnych napraw. Widać też ślady ludzi, którzy ją obsługiwali.

Archiwalny kadr z praktyk zawodowych w 1991 roku
Archiwalny kadr z 1991 roku. Ubranie robocze i kask były wtedy symbolem wejścia w zupełnie nowy świat.
Zakład przemysłowy z instalacjami i kominem
Rury, konstrukcje, podesty i kominy tworzą krajobraz, który dla jednych jest surowy, a dla mnie niezwykle fotogeniczny.

Praktyki w dawnej Hucie Batory

Kolejne praktyki odbywały się w dawnej Hucie Batory. Z dzisiejszej perspektywy mogę powiedzieć, że nauki praktycznej było tam niewiele. Czasami przytrzymywaliśmy majstrowi drabinę, a przez sporą część czasu nie dostawaliśmy konkretnych zadań. Graliśmy w karty i czekaliśmy, aż ktoś zdecyduje, co z nami zrobić.

Mimo tego sama obecność w hucie zrobiła na mnie wrażenie. Wchodziło się do miejsca posiadającego własny rytm, hierarchię i codzienne zwyczaje. Ludzie przychodzili na zmianę, odbijali karty, przebierali się w szatniach, po pracy korzystali z pryszniców. Dla mnie, młodego chłopaka, cały ten świat był ciekawy. Dzisiaj wiele z tych rzeczy jest dla mnie zwyczajną częścią pracy, lecz wtedy obserwowałem je niemal jak sceny z filmu.

Urządzenia pamiętały wczesny PRL, a część mogła być jeszcze starsza. Mury przez lata nasiąkały wilgocią, pyłem i olejem. Nie był to zapach przyjemny w klasycznym znaczeniu, ale nie dało się go pomylić z żadnym innym. Po latach wystarczy wejść do podobnej hali, żeby wspomnienia wróciły natychmiast.

Przemysł działa na wszystkie zmysły

Fotografia pokazuje konstrukcje, ale nie oddaje wszystkiego. W zakładzie przemysłowym ważny jest dźwięk: jednostajny szum wentylacji, uderzenia metalu, praca napędów, odgłosy suwnic i sygnały ostrzegawcze. Do tego dochodzą drgania podłogi i zmiany temperatury. W jednej części hali jest chłodno i wilgotno, w drugiej czuć ciepło procesu technologicznego.

Lubię surowość takich miejsc. Nie chodzi mi o romantyzowanie ciężkiej lub niebezpiecznej pracy. Przemysł wymaga dyscypliny, procedur i szacunku do energii zgromadzonej w maszynach. Fascynuje mnie natomiast to, że za każdym gotowym produktem stoi ogromna liczba operacji, ludzi i urządzeń, których odbiorca końcowy nigdy nie zobaczy.

Gdybym mógł swobodnie fotografować w pracy, byłbym w siódmym niebie. W wielu zakładach jest to jednak niemożliwe ze względu na przepisy, bezpieczeństwo, tajemnicę przedsiębiorstwa i ochronę infrastruktury. Dlatego korzystam głównie z materiałów oficjalnych, archiwalnych i wykonanych w miejscach, gdzie fotografowanie było dozwolone.

Przemysł oczami elektryka

Dzisiaj patrzę na halę inaczej niż podczas praktyk. Jako elektryk nie widzę tylko maszyn. Zwracam uwagę na sposób zasilania, prowadzenie kabli, rozdzielnie, transformatory, zabezpieczenia i układy sterowania. Zastanawiam się, jak energia dociera do konkretnego urządzenia i co musi zadziałać, żeby cała linia mogła bezpiecznie pracować.

Stare instalacje przemysłowe bywają prawdziwymi warstwami historii. Obok nowego zabezpieczenia można znaleźć element pamiętający zupełnie inną epokę. Porcelanowe izolatory, masywne przepusty, stalowe obudowy i ręcznie opisywane pola mówią wiele o dawnym podejściu do budowy urządzeń. Często projektowano je z dużym zapasem i z myślą o wieloletniej eksploatacji.

Transformator przemysłowy nie jest dla mnie tylko ciężką skrzynią z olejem. To centralny element całego układu zasilania, bez którego tysiące innych urządzeń nie ruszą. Wokół niego spotykają się technika, bezpieczeństwo i odpowiedzialność. Wysokie napięcie nie wybacza lekkomyślności, dlatego doświadczenie w takich miejscach uczy pokory.

Przepusty i izolatory transformatora przemysłowego
Przepusty i izolatory transformatora przemysłowego. Dla mnie to nie tylko technika, ale również fragment historii rozwoju energetyki zakładowej.

Telekomunikacja otworzyła mi drzwi do niemal każdego rodzaju zakładu

Przez wiele lat montowałem i serwisowałem instalacje telekomunikacyjne. Dzięki pracy przy nadajnikach GSM trafiłem do miejsc, których prawdopodobnie nigdy nie zobaczyłbym jako zwykły zwiedzający. Byłem w mleczarniach, kopalniach, hutach, cementowniach, silosach, zbożowniach, elektrowniach, a nawet w obiektach produkujących alkohol.

Nadajnik albo radiolinia często musiały znaleźć się wysoko: na dachu, kominie, wieży lub konstrukcji technologicznej. Żeby dotrzeć do miejsca montażu, przechodziło się przez zaplecze zakładu, podesty, galerie i klatki schodowe. Każdy obiekt miał inne zasady i inne zagrożenia. Dzięki temu zobaczyłem przemysł nie z jednego punktu, lecz z wielu perspektyw.

Z góry zakład wygląda inaczej. Dopiero wtedy widać skalę instalacji, sieć rurociągów, drogi technologiczne, hale, składowiska i kominy. To przypomina ogromny organizm, którego części muszą ze sobą współpracować.

Rozległy krajobraz przemysłowy z kominami
Przemysł widziany z dystansu: kominy, hale i instalacje wpisane w krajobraz.
Widok w dół z wysokiego komina przemysłowego
Widok w dół z wysokiego obiektu. Wysokość szybko uczy szacunku do zabezpieczeń i procedur.

Klapa, która poleciała na sam dół

Jedna z groźniejszych sytuacji wydarzyła się podczas przeglądu na wysokiej galerii. Poruszałem się za barierkami, byłem prawidłowo przypięty, a w przejściu znajdowała się otwarta klapa. Odruchowo chciałem ją domknąć nogą. Nie wiedziałem, że element był uszkodzony.

Klapa oderwała się i poleciała w dół. Na dole znajdował się parking, a do tego zbliżał się koniec zmiany. Miałem ogromne szczęście: blacha wbiła się jak kartka papieru w kołnierz konstrukcji prowadzącej do komina i nie spadła na ludzi ani samochody.

Później okazało się, że problem był wcześniej zauważony, ale uwaga po poprzednim przeglądzie została zignorowana. Ta sytuacja pokazała mi, jak niebezpieczny może być niewielki element znajdujący się kilkadziesiąt metrów nad ziemią. To, co na poziomie posadzki wydaje się kawałkiem blachy, po upadku z wysokości staje się śmiertelnym zagrożeniem.

Najważniejsza lekcja

W przemyśle i podczas pracy na wysokości drobna usterka nie jest drobiazgiem. Każde zgłoszenie musi zostać potraktowane poważnie, a zabezpieczenia nigdy nie są formalnością.

Najwyżej w karierze: około 192 metry

Największe wrażenie zrobiła na mnie Elektrownia Jaworzno. Był to nowoczesny i ogromny obiekt, a jednocześnie miejsce mojego najwyższego wejścia w całej karierze telekomunikacyjnej. Według mojej pamięci pracowałem tam na wysokości około 192 metrów. Drugim najwyższym obiektem był komin Elektrowni Rybnik - około 176 metrów.

Na takiej wysokości znika zwykłe poczucie skali. Samochody są małymi punktami, hale układają się w geometryczne bryły, a krajobraz rozciąga się daleko poza granice zakładu. Jednocześnie cały czas trzeba pamiętać, że jest się w miejscu pracy, a nie na punkcie widokowym. Sprzęt, pogoda, wiatr, mocowanie i każdy ruch mają znaczenie.

Takie doświadczenia zostają na całe życie. Nie tylko ze względu na widok. Wysokość uczy koncentracji, przewidywania i odpowiedzialności za innych ludzi pracujących niżej.

Wysoki komin przemysłowy z instalacjami telekomunikacyjnymi
Komin przemysłowy z instalacjami telekomunikacyjnymi. Takie obiekty przez lata były moim miejscem pracy.

Chciałbym pokazać drogę stalowej rury od złomu do gotowego produktu

Gdybym dostał jeden dzień swobodnego filmowania w dowolnym zakładzie przemysłowym, wybrałbym hutę produkującą rury. Chciałbym prześledzić cały proces od początku do końca: od przyjazdu złomu, przez piec, przygotowanie materiału, przebijanie, walcowanie, cięcie, obróbkę i kontrolę jakości, aż po gotową rurę opuszczającą zakład.

Taki film pokazałby przemysł w sposób, który najbardziej mnie interesuje. Nie jako zbiór efektownych kadrów z ogniem i iskrami, lecz jako logiczny ciąg procesów. Każdy etap zmienia materiał i przygotowuje go do kolejnego. Za wszystkim stoją operatorzy, elektrycy, automatycy, mechanicy, laboranci i pracownicy utrzymania ruchu.

Może kiedyś uda mi się taki materiał zrealizować. Byłby to idealny dokument dla projektu PIEGZA: technika, ludzie, historia i śląski industrial pokazane od środka.

Okiem Piegzy

Przemysł nie jest dla mnie tylko tłem. To droga energii i materiału - od surowca, przez maszyny i pracę ludzi, aż do gotowej rzeczy, z której korzystamy na co dzień.

O autorze reportażu

Krzysztof Piegza

Jestem elektrykiem i twórcą projektu PIEGZA. Przez lata pracowałem przy telekomunikacji, instalacjach przemysłowych i obiektach wysokościowych. Dokumentuję Górny Śląsk, jego technikę, architekturę i miejsca, które zmieniają się lub znikają.

Poznaj autora projektu