Krzysztof Piegza w 2026 roku
Krzysztof Piegza. 2026 r.

Czasami ludzie, którzy mnie poznają albo obserwują w internecie, pytają wprost: „Krzysiek, ile ty właściwie miałeś żon?”. Odpowiedź jest prosta — trzy. Ale za tą liczbą kryje się ponad ćwierć wieku życia, kilka przeprowadzek, dwa kraje poza Polską, dwóch synów i historie, których nie da się opowiedzieć jednym zdaniem.

Przez większość życia moim miejscem był Hugoberg w Świętochłowicach. To stąd wyjeżdżałem i tutaj wielokrotnie wracałem. Pierwsza naprawdę długa przerwa nastąpiła w 1996 roku, kiedy wyjechałem na kilka miesięcy do Moskwy. Pracowałem wtedy przy budowie powstającej sieci GSM. Później moje życie zawodowe jeszcze wiele razy miało mnie rzucać daleko od Śląska.

Agnieszka – pierwsze małżeństwo

W 1999 roku ożeniłem się z Agnieszką. Niedługo później wyjechała do Stanów Zjednoczonych i nasze małżeństwo się rozpadło.

Z perspektywy czasu chyba zwyczajnie byliśmy zupełnie różnymi ludźmi. Ja przez lata byłem typem luzaka i trochę „hulajduszy”, którego ciągnęło w świat. Delegacje, wyjazdy, nowe miejsca i ciągłe zmiany były dla mnie czymś naturalnym. Agnieszka z czasem zaczęła oczekiwać zupełnie innego życia — spokojniejszego i bardziej domowego.

Rozwiedliśmy się. Później w Stanach związała się z moim przyjacielem Zbyszkiem, którego niestety nie ma już wśród nas. Między mną a Agnieszką pozostały właściwie tylko wspólne zobowiązania finansowe. Kredyty potrafią czasami przeżyć nawet małżeństwo.

Ania i pierwszy syn

Później w moim życiu pojawiła się Ania. Nie było ślubu i był to raczej krótki, burzliwy związek, który częściej nie istniał, niż istniał.

Ale właśnie z tej historii zostało coś zdecydowanie najważniejszego — mój pierworodny syn Kuba. To on jako pierwszy sprawił, że zostałem ojcem, i dlatego ten rozdział mojego życia ma dla mnie szczególne znaczenie.

Jego historia zaczęła się podczas naszego wyjazdu w Bieszczady, a Kuba urodził się w lipcu 2003 roku. Przez pewien czas mieszkaliśmy w Chorzowie, choć mnie właściwie bez przerwy gdzieś nosiło. Dużo pracowałem na delegacjach, między innymi w Warszawie, a później na kilka lat wyjechałem do Irlandii.

Irlandia, Beata i przeprowadzka pod Warszawę

I właśnie w Irlandii internet po raz pierwszy bardzo konkretnie namieszał w moim życiu osobistym.

Na portalu randkowym przeznaczonym dla Polaków mieszkających w Irlandii poznałem Beatę, warszawiankę. Szybko złapaliśmy wspólny język. Dodatkowo Beata miała córkę w wieku zbliżonym do Kuby, więc wydawało się, że wiele elementów tej układanki do siebie pasuje.

W 2009 roku życie ponownie zaprowadziło mnie do Polski. Tym razem nie na Śląsk. Zamieszkałem z Beatą w Piasecznie pod Warszawą i wzięliśmy ślub.

Warszawa nie została jednak naszym miejscem na długo. Już w 2010 roku przenieśliśmy się na południe Polski, do Jasienicy koło Bielska-Białej. Beata kupiła tam dom i przez chwilę wydawało się, że właśnie tam osiądziemy na dobre.

Z tego związku pochodzi mój młodszy syn, Kordian. Kordian był dzieckiem, którego oboje bardzo chcieliśmy.

Sielankowy obraz domu na wsi z czasem jednak zaczął się rozpadać. Coraz bardziej się od siebie oddalaliśmy. W 2013 roku rozwiedliśmy się.

Po rozstaniu jeszcze przez jakiś czas moje życie krążyło po Podbeskidziu — Jasienica, Iłownica, Skoczów. Nie był to dla mnie łatwy okres. Były momenty, kiedy psychicznie znajdowałem się naprawdę blisko granicy własnej wytrzymałości.

W końcu w 2018 roku zrobiłem coś, co w moim życiu powtarzało się już wcześniej.

Wróciłem na Hugoberg.

Justyna – historia, która zaczęła się 29 lat wcześniej

A potem przyszedł rok 2020.

Pandemia. Siedzenie w domu. I stara kaseta magnetofonowa.

Na nagraniu usłyszałem głos dziewczyny, którą znałem jako nastolatek. Justynę. Moją pierwszą młodzieńczą miłość.

Postanowiłem ją odnaleźć.

Ta część historii brzmi trochę jak scenariusz filmu, ale akurat nie muszę przekonywać, że wydarzyła się naprawdę. Opowiedzieliśmy ją później publicznie w Dzień Dobry TVN. Justyna miała 15 lat, ja 17, kiedy byliśmy razem po raz pierwszy. Po 29 latach odnaleźliśmy się dzięki internetowi i starej kasecie.

Justyna mieszkała wtedy od 13 lat w Warszawie. Po naszym ponownym spotkaniu zdecydowała się wrócić na Śląsk. Zaczynaliśmy praktycznie od początku. Zamieszkaliśmy w Chorzowie Batorym, w mieszkaniu, które mam dzięki mojej babci. Dla mnie był to również czas odbudowywania własnego życia i finansów.

31 grudnia 2020 roku zrobiliśmy coś, o czym początkowo nie wiedziała nawet rodzina.

Pojechaliśmy do Lądka-Zdroju i tam wzięliśmy ślub.

Nieprzypadkowo właśnie tam. To miejsce miało dla naszej historii znaczenie. Był środek pandemii, wszystko załatwialiśmy praktycznie zdalnie, świadków zapewnił urząd, a fotografem został mój syn Kordian. Rodzina o wszystkim dowiedziała się później z filmu. Tę historię również potwierdza zachowany materiał Dzień Dobry TVN.

A dzisiaj?

Dzisiaj z Justyną nie mieszkamy razem.

Czasami się widujemy. Nie zawsze potrafimy się dogadać. W ciągu tych kilku lat wydarzyło się między nami bardzo dużo, ale nie wszystko, co dzieje się w życiu człowieka, musi trafić do internetu.

Nie planujemy obecnie rozwodu.

Czy nasze drogi jeszcze się zejdą? Nie wiem. Być może tak, być może nie. Czas pokaże.

Są rzeczy, o których mogę opowiedzieć publicznie, i są takie, które powinny pozostać między mną a Justyną. I właśnie tam chcę postawić granicę. To, co wydarzyło się pomiędzy nami, jest przede wszystkim naszą sprawą i sami musimy sobie z tym poradzić.

Dwóch synów

Po tych wszystkich latach, przeprowadzkach, małżeństwach, rozwodach i powrotach jedna rzecz pozostaje dla mnie szczególnie ważna.

Mam dwóch synów.

Kuba jest moim pierworodnym synem. To właśnie przy nim po raz pierwszy uczyłem się, czym jest bycie ojcem. Urodził się w lipcu 2003 roku i niezależnie od wszystkich zakrętów, wyjazdów i zmian, które później przynosiło moje życie, zawsze pozostaje bardzo ważną częścią mojej historii.

Kordian jest moim młodszym synem. Za chwilę skończy 15 lat, mieszka w Jasienicy i uczy się w technikum w Bielsku-Białej. Mamy bardzo dobry kontakt i jestem z tego zwyczajnie szczęśliwy.

Kiedy patrzę dzisiaj na mapę swojego życia, jest na niej Hugoberg, Moskwa, Chorzów, Warszawa, Irlandia, Piaseczno, Jasienica, Iłownica, Skoczów i Chorzów Batory.

Trzy małżeństwa. Dwa rozwody. Dwóch synów. Mnóstwo przeprowadzek i jeszcze więcej historii.

I choć przez lata wyjeżdżałem naprawdę daleko, zadziwiająco często moje życie zataczało koło i prowadziło mnie z powrotem na Śląsk.

O autorze

Krzysztof Piegza

Elektryk, twórca filmów i autor projektu PIEGZA.PL. Dokumentuję Śląsk z perspektywy ulicy, pracy, rodzinnej pamięci i własnego życia.

Więcej o autorze